Totalny brak weny twórczej. Robię małą przerwę od pisania na blogu. Ale spokojnie, ja jeszcze tutaj wrócę. I myślę, że jest to najwyżej kwestia kilku tygodni. Nie będę się zmuszać do pisania, a co najważniejsze, oszczędzę Wam czytania zlepku kilku bezsensownych zdań. Być może moje przyszłe wpisy będą odmienione, ulepszone, pogorszone, a może pozostaną te same? Nie mnie to osądzać, a już na pewno nie teraz.
No cóż, zapewne będę wchodziła, na to moje konto. Pewnie poczytam inne blogi, a może nawet coś skomentuję? (co w moim przypadku nie często się zdarza). No cóż, ja w każdym razie dziękuję wszystkim czytającym, komentującym itd. itp.
Hahaha, jeszcze nie skończyłam pisać notki, a już zaczynam tęsknić za BloBlo. :)
Wrócę, wrócę. Wiem to na pewno. Potrzebuję tylko małej przerwy.
Zatem... do... kolejnego wpisu. :p
No cóż, zapewne będę wchodziła, na to moje konto. Pewnie poczytam inne blogi, a może nawet coś skomentuję? (co w moim przypadku nie często się zdarza). No cóż, ja w każdym razie dziękuję wszystkim czytającym, komentującym itd. itp.
Hahaha, jeszcze nie skończyłam pisać notki, a już zaczynam tęsknić za BloBlo. :)
Wrócę, wrócę. Wiem to na pewno. Potrzebuję tylko małej przerwy.
Zatem... do... kolejnego wpisu. :p
Tagi:
przerwa
19.02.2012 o godz. 19:36
komentuj (0)
Albo mam zbyt słabą psychikę, albo słucham zbyt dobrych piosenek. Albo to i to.
Pod wpływem muzyki potrafię stracić humor, lub go odzyskać. Płakać, albo się śmiać. Przestać myśleć, lub zacząć rozmyślania.
I teraz zaczynam się zastanawiać, czy ma na to wpływ dobór piosenek, czy też stan, w którym się znajduję, słuchając ich.
Z resztą: "piosenki" - to brzmi tak banalnie. Z kolei "utwory", brzmią zbyt poważnie. Forma "muzyki" jest nie poprawna gramatycznie (oczywiście tylko w tym kontekście).
Z resztą... czy to ważne, jakim określeniem nazwiemy kilka połączonych ze sobą dźwięków, mających właściwości lecznicze?
Zatem... podsumowując:
- muzyka sprawia, że zaczynam zastanawiać się nad różnymi... sprawami.
- muzyka sprawia, że w mojej głowie pojawiają się wspomnienia.
- muzyka ma właściwości lecznicze.
Coś pominęłam?
źródło obrazka: worldsendimages.com
Pod wpływem muzyki potrafię stracić humor, lub go odzyskać. Płakać, albo się śmiać. Przestać myśleć, lub zacząć rozmyślania.
I teraz zaczynam się zastanawiać, czy ma na to wpływ dobór piosenek, czy też stan, w którym się znajduję, słuchając ich.
Z resztą: "piosenki" - to brzmi tak banalnie. Z kolei "utwory", brzmią zbyt poważnie. Forma "muzyki" jest nie poprawna gramatycznie (oczywiście tylko w tym kontekście).
Z resztą... czy to ważne, jakim określeniem nazwiemy kilka połączonych ze sobą dźwięków, mających właściwości lecznicze?
Zatem... podsumowując:
- muzyka sprawia, że zaczynam zastanawiać się nad różnymi... sprawami.
- muzyka sprawia, że w mojej głowie pojawiają się wspomnienia.
- muzyka ma właściwości lecznicze.
Coś pominęłam?
źródło obrazka: worldsendimages.com
... bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu."
Wisława Szymborska
źródło obrazka: http://kamm15.bloog.pl
w pustym mieszkaniu."
Wisława Szymborska
źródło obrazka: http://kamm15.bloog.pl
Tagi:
Wisława Szymborska
A więc:
Bardzo często słyszy się piękne i mądre słowa, mianowicie:
"Liczy się wnętrze"
"Nie oceniaj książki po okładce"
"Nie liczy się wygląd zewnętrzny"
... i tak dalej, i tak dalej.
ALE:
W praktyce jest niestety nieco inaczej.
Automatycznie bardziej ufamy osobą, które są zadbane, szanujemy osoby eleganckie, mamy inny stosunek do ludzi, którzy ubierają się modnie. Nasz wygląd może oznaczać przynależność do jakieś subkultury, to sposób wyrażania siebie.
W dzisiejszych czasach wygląd zewnętrzny znaczy coraz więcej. To sprawia, że coraz częściej to on wpływa, a nawet decyduje o naszej opinii o danym człowieku. Lubimy ludzi szufladkować, i na tej właśnie zasadzie to polega.
Taka jest, niestety, prawda i myślę, że większość się ze mną zgodzi.
Mimo wszystko, zachęcam jednak do podjęcia chociaż małej próby poznania człowieka, zanim przyporządkujemy go do pewnej kategorii, grupy.
Ja osobiście przekonałam się, że warto.
(hahaha, to wygląda, jakbym zamierzała komuś prawić morały. Spokojnie, po prostu od tygodnia leżę chora w łóżku i przychodzą mi na myśl takie dziwne tematy natury refleksyjnej.) :D
źródło obrazka: kwejk.pl
Bardzo często słyszy się piękne i mądre słowa, mianowicie:
"Liczy się wnętrze"
"Nie oceniaj książki po okładce"
"Nie liczy się wygląd zewnętrzny"
... i tak dalej, i tak dalej.
ALE:
W praktyce jest niestety nieco inaczej.
Automatycznie bardziej ufamy osobą, które są zadbane, szanujemy osoby eleganckie, mamy inny stosunek do ludzi, którzy ubierają się modnie. Nasz wygląd może oznaczać przynależność do jakieś subkultury, to sposób wyrażania siebie.
W dzisiejszych czasach wygląd zewnętrzny znaczy coraz więcej. To sprawia, że coraz częściej to on wpływa, a nawet decyduje o naszej opinii o danym człowieku. Lubimy ludzi szufladkować, i na tej właśnie zasadzie to polega.
Taka jest, niestety, prawda i myślę, że większość się ze mną zgodzi.
Mimo wszystko, zachęcam jednak do podjęcia chociaż małej próby poznania człowieka, zanim przyporządkujemy go do pewnej kategorii, grupy.
Ja osobiście przekonałam się, że warto.
(hahaha, to wygląda, jakbym zamierzała komuś prawić morały. Spokojnie, po prostu od tygodnia leżę chora w łóżku i przychodzą mi na myśl takie dziwne tematy natury refleksyjnej.) :D
źródło obrazka: kwejk.pl
Jako, że jeszcze nigdy wcześniej, na żadnym blogu nie doczekałam się tylu wejść, postanowiłam uczcić to wydarzenie tym oto wpisem. Zdaję sobie sprawę, że nie jestem żadnym wyjątkiem. Istnieje wiele blogów znacznie bardziej popularnych, ale przecież... "Cieszmy się z małych rzeczy", lub, jak kto woli: (słynne już stwierdzenie na tym blogu) "carpe diem". No cóż, przyznam się szczerze, że nie spodziewałam się, że kogoś będą interesowały moje refleksje. W każdym razie, jest mi niezmiernie z tego powodu miło. :D
Wypadałoby podziękować, zatem... dziękuję :)
Wypadałoby podziękować, zatem... dziękuję :)
Tagi:
10000 wejść
carpe diem
Wyjadam łyżeczką miętowe kakao ze słoika i zastanawiam się, jaki by tu poruszyć temat "wagi państwowej". Czytuję blogi maści wszelakiej i zaczynam zauważać pewne tendencje. Oczywiście od każdej reguły są wyjątki, sama szalenie uwielbiam kilka, a nawet kilkanaście naprawdę sensownych blogów. Zazwyczaj jednak spotykam się z "pisaniem o niczym", za czym nie przepadam. Oczywiście nie mnie oceniać, co jest warte przeczytania, a co nie, tym bardziej, że sama pod tym względem święta nie jestem. :) Uważam jednak, że wpis w stylu" "Nudy. Nic ciekawego. Spadam. Paa.", jest trochę... głębszego przesłania pozbawiony, ujmując to w sposób najdelikatniejszy. Oczywiście nie wszystko musi zawierać przesłanie głębsze, historie z życia codziennego niekiedy także bywają ciekawe. Czasem wystarczy jedna linijka tekstu, by wyrazić emocje. Nie chodzi o ilość przecież, ale o jakość. Denerwują mnie coraz to nowe blogi zawierające same cytaty i zdjęcia. Niektóre są dobre, to trzeba przyznać, lecz mnie... no cóż, aż tak bardzo nie interesują. Żeby było jasne: każdy ma prawo do zakładania bloga, jaki mu się żywnie podoba, nie mam na celu nikogo obrażać. Pisząc to, nie czuję się lepsza, czy gorsza. Wyrażam po prostu swoją opinię.
Bywają takie chwile:
Ołówek w ręce, pusta kartka w kratkę i głowa pozbawiona pomysłów. Zdania, które nie chcą formować się, jak powinny. Myśli, które uporczywie nie chcą wylewać się na papier. Stan twórczej bezradności. Co wtedy robię? Muzyka. Tylko muzyka potrafi napełnić mój umysł weną twórczą.
Ołówek w ręce, pusta kartka w kratkę i głowa pozbawiona pomysłów. Zdania, które nie chcą formować się, jak powinny. Myśli, które uporczywie nie chcą wylewać się na papier. Stan twórczej bezradności. Co wtedy robię? Muzyka. Tylko muzyka potrafi napełnić mój umysł weną twórczą.
Kolor Nieba, Istota Słowa, Istota Liczby...
Moja głowa jest pełna rymów, pełna pomysłów, przemyśleń, refleksji o charakterze egzystencjalnym. Melancholijne przygnębienie i jakąś dziwną potrzebę poezji potęguje grające cicho w tle RMF Classic i tomik poezji Białoszewskiego. Do tego parująca filiżanka kawy z wizerunkiem Audrey. (Tak, naprawdę piję kawę po 22 ) I myśli które wciąż odpływają, daleko, nie w tym kierunku, w którym powinny.
Moja głowa jest pełna rymów, pełna pomysłów, przemyśleń, refleksji o charakterze egzystencjalnym. Melancholijne przygnębienie i jakąś dziwną potrzebę poezji potęguje grające cicho w tle RMF Classic i tomik poezji Białoszewskiego. Do tego parująca filiżanka kawy z wizerunkiem Audrey. (Tak, naprawdę piję kawę po 22 ) I myśli które wciąż odpływają, daleko, nie w tym kierunku, w którym powinny.
Ehh, przez to całe świąteczne zamieszanie, zapomniałam wszystkim życzyć Wesołych Świąt! Faux Pas z mojej strony ;p. Swoją drogą: naprawdę, jestem zdziwiona, ile osób odwiedza mój blog! Podziwiam wszystkich, których choć trochę interesują zagadnienia, powstałe w moim zawiłym umyśle (którego prawdę mówiąc, sama jeszcze do końca nie rozpracowałam. Myśli, które się w nim pojawiają, zaskakują nawet mnie samą.) Oprócz tego, przepraszam, że nie odpisuję na Wasze komentarze, ale było to spowodowane brakiem czasu. Obiecuję poprawę, a Was, drodzy czytelnicy, proszę o naukę, pokutę i rozgrzeszenie... :D. Jeszcze raz, naprawdę i szczerze, życzę wszystkim spełnienia marzeń (i oczywiście odwagi, by je spełniać).
Hmm... moje teksty stają się coraz mniej poetyckie, za mało w nich rozważań na poważne tematy... oj, niedobrze, niedobrze... Ale jak tu myśleć o problemach ludzkości, dekorując pierniki na Święta.
Poniżej moja ulubiona, świąteczna piosenka. Przepraszam, ale nie mam już nic więcej do dodania. :D
Poniżej moja ulubiona, świąteczna piosenka. Przepraszam, ale nie mam już nic więcej do dodania. :D
I oto jestem. Ave Ja! :)
Szczękę uważam za zakutą (Muszę przyznać, że myślałam, iż w aparacie będę wyglądać gorzej. A tym czasem, nie jest aż tak źle... Czego się nie robi dla prostych zębów, nie? ;D). Narzekam ostatnio na brak weny twórczej (czyżby zostało to spowodowane świątecznym otępieniem?), oraz na dziwną przypadłość otwierania się przed zupełnie obcymi ludźmi. I wciąż nie czuję, dawno już wspominanej atmosfery Świąt. Może jest to spowodowane brakiem śniegu? (przyznam szczerze, że w porównaniu z aurą panującą na dworze, "Let It Snow", brzmi trochę "blado"). Nauczyciele nie mają serca, że każą nam jutro pisać 2 sprawdziany... No cóż, kończę. Czeka mnie romantyczny wieczór z czarującym językiem angielskim i wytworną matematyką.
Szczękę uważam za zakutą (Muszę przyznać, że myślałam, iż w aparacie będę wyglądać gorzej. A tym czasem, nie jest aż tak źle... Czego się nie robi dla prostych zębów, nie? ;D). Narzekam ostatnio na brak weny twórczej (czyżby zostało to spowodowane świątecznym otępieniem?), oraz na dziwną przypadłość otwierania się przed zupełnie obcymi ludźmi. I wciąż nie czuję, dawno już wspominanej atmosfery Świąt. Może jest to spowodowane brakiem śniegu? (przyznam szczerze, że w porównaniu z aurą panującą na dworze, "Let It Snow", brzmi trochę "blado"). Nauczyciele nie mają serca, że każą nam jutro pisać 2 sprawdziany... No cóż, kończę. Czeka mnie romantyczny wieczór z czarującym językiem angielskim i wytworną matematyką.
Och... żyć tak sobie w latach 20 XX w. , uciec przed galopującą komercją... "All I want for Christmas", że tak się wyrażę po przeczytaniu komentarzy do poprzedniej notki. Ale cóż, dane nam było żyć w wieku XXI i całkowicie nie na miejscu jest narzekanie na to. "Każde pokolenie ma własny czas, każde pokolenie, chce zmienić świat." (Nie wiem co mnie tak naszło z tymi cytatami piosenek.) Zajmijmy się rzeczami bardziej pospolitymi. Otóż jutro Mikołajki, a od jutra za tydzień zakuwam moją szczękę na całe dwa lata w metalowe druty. Życzcie mi wytrwałości, ponieważ mnie osobiście to przeraża.
Tagi:
Mikołajki
... no właśnie. Temat rzeka.
Pominę, pozwólcie, definicję.
Pamiętam dobrze, w zeszłym roku prawie wszyscy moi znajomi potwierdzili, że tej atmosfery świąt nie czuło.
Nasuwa się więc filozoficzne pytanie: Czy z tego się wyrasta? Ja, zabierałam się za śpiewanie "last christmas, aj geeeejw ju maaj hart..." w listopadzie. Teraz mamy grudzień, a ja wciąż nie mogę uwierzyć, że już w przyszły wtorek Mikołajki. Atmosfera była i się ulotniła. Czy to wina braku śniegu? Czy to wina tych wszystkich przedwczesnych, świątecznych reklam? Czy to może wina nas samych? Naprawdę nie wiem.
Pominę, pozwólcie, definicję.
Pamiętam dobrze, w zeszłym roku prawie wszyscy moi znajomi potwierdzili, że tej atmosfery świąt nie czuło.
Nasuwa się więc filozoficzne pytanie: Czy z tego się wyrasta? Ja, zabierałam się za śpiewanie "last christmas, aj geeeejw ju maaj hart..." w listopadzie. Teraz mamy grudzień, a ja wciąż nie mogę uwierzyć, że już w przyszły wtorek Mikołajki. Atmosfera była i się ulotniła. Czy to wina braku śniegu? Czy to wina tych wszystkich przedwczesnych, świątecznych reklam? Czy to może wina nas samych? Naprawdę nie wiem.
Wiem, wiem... tamto pod spodem (chodzi mi o moją poprzednią notkę) jest do niczego.
Ale nic to. Usuwać nie będę. :)
Być może jestem zbyt optymistycznie nastawiona do życia.
Ale to nic.
Przynajmniej mam taką nadzieję.
Jesień się kończy nieubłaganie, a ja... no cóż, mam wrażenie, że dopiero koniec lata.
A tak poza tym... nie rozumiem mojej psychiki. Latem, gdy leżałam na leżaku, zamykałam oczy i słuchałam "Last Christmas" na cały regulator. Natomiast rok temu, w drugi dzień świąt - pamiętam dokładnie, myślałam, jak to byłoby fajnie opalać się teraz na plaży. I to jest ZŁE. I ja to wiem. Dlatego właśnie piszę o zasadzie "carpe diem". Nie żeby kogoś pouczać, jak żyć. Broń Boże. Ale raczej... żebym sama utwierdziła się w tym przekonaniu.
P.S 20 rocznica śmierci Mercurego. Gdybym żyła w latach 70, założyłabym skarbonkę z napisem: "Na koncert Queen". :)
Ale nic to. Usuwać nie będę. :)
Być może jestem zbyt optymistycznie nastawiona do życia.
Ale to nic.
Przynajmniej mam taką nadzieję.
Jesień się kończy nieubłaganie, a ja... no cóż, mam wrażenie, że dopiero koniec lata.
A tak poza tym... nie rozumiem mojej psychiki. Latem, gdy leżałam na leżaku, zamykałam oczy i słuchałam "Last Christmas" na cały regulator. Natomiast rok temu, w drugi dzień świąt - pamiętam dokładnie, myślałam, jak to byłoby fajnie opalać się teraz na plaży. I to jest ZŁE. I ja to wiem. Dlatego właśnie piszę o zasadzie "carpe diem". Nie żeby kogoś pouczać, jak żyć. Broń Boże. Ale raczej... żebym sama utwierdziła się w tym przekonaniu.
P.S 20 rocznica śmierci Mercurego. Gdybym żyła w latach 70, założyłabym skarbonkę z napisem: "Na koncert Queen". :)
Wielmożni Czytelnicy!
Jak już kiedyś pisałam, zawsze wybieram nieodpowiednie momenty na to, by opublikować moje myśli. Oczywiście tak jest i tym razem, ponieważ jutro czeka mnie prawdopodobnie najważniejszy sprawdzian w tym semestrze, a ja nie zajrzałam jeszcze do książek.
Poprzednia notka zwiększyła zainteresowania moim blogiem, co dla posiadacza konta blogowego nie pozostaje bez znaczenia. Dlatego tak długo zwlekałam z opublikowaniem kolejnego posta, ponieważ mam takie dziwne wrażenie, że nie zawiera on tyle głębi, co jego szacowny poprzednik.
Do rzeczy: Codzienność, jej monotonia nas przytłacza. I nie jest to tylko i wyłącznie moja opinia, ale też wielu innych posiadaczy internetowych pamiętników, a także osób, które nie bez ogródek wyrażają swoje poglądy na szeroko pojętych forach internetowych. Oczywiście nie tyczy się to wszystkich, ale w moim odczuciu zdecydowanej większości.
ALE: czym była by "niecodzienność", gdyby zdarzała się ona codziennie? Czym byłyby chociażby Święta Bożego Narodzenia, gdyby nie ta cała, być może trochę kiczowata (mówię tutaj o plastikowych reniferach, iluminacjach świetlnych, dmuchanych bałwanach i standardowych piosenkach lecących w radiu) , atmosfera radosnego na nie oczekiwania.
NIECODZIENNOŚĆ nie jest urozmaiceniem codzienności, ale to CODZIENNOŚĆ czyni NIECODZIENNOŚĆ piękniejszą.
Wiem, zawiłe to.
I ciągle czuję, że postrzegam świat według zasady "Carpe diem".
Być może większość osób się ze mną nie zgodzi, ale chodzi mi tylko o to, aby cieszyć się z życia. Każdego dnia :)
Jak już kiedyś pisałam, zawsze wybieram nieodpowiednie momenty na to, by opublikować moje myśli. Oczywiście tak jest i tym razem, ponieważ jutro czeka mnie prawdopodobnie najważniejszy sprawdzian w tym semestrze, a ja nie zajrzałam jeszcze do książek.
Poprzednia notka zwiększyła zainteresowania moim blogiem, co dla posiadacza konta blogowego nie pozostaje bez znaczenia. Dlatego tak długo zwlekałam z opublikowaniem kolejnego posta, ponieważ mam takie dziwne wrażenie, że nie zawiera on tyle głębi, co jego szacowny poprzednik.
Do rzeczy: Codzienność, jej monotonia nas przytłacza. I nie jest to tylko i wyłącznie moja opinia, ale też wielu innych posiadaczy internetowych pamiętników, a także osób, które nie bez ogródek wyrażają swoje poglądy na szeroko pojętych forach internetowych. Oczywiście nie tyczy się to wszystkich, ale w moim odczuciu zdecydowanej większości.
ALE: czym była by "niecodzienność", gdyby zdarzała się ona codziennie? Czym byłyby chociażby Święta Bożego Narodzenia, gdyby nie ta cała, być może trochę kiczowata (mówię tutaj o plastikowych reniferach, iluminacjach świetlnych, dmuchanych bałwanach i standardowych piosenkach lecących w radiu) , atmosfera radosnego na nie oczekiwania.
NIECODZIENNOŚĆ nie jest urozmaiceniem codzienności, ale to CODZIENNOŚĆ czyni NIECODZIENNOŚĆ piękniejszą.
Wiem, zawiłe to.
I ciągle czuję, że postrzegam świat według zasady "Carpe diem".
Być może większość osób się ze mną nie zgodzi, ale chodzi mi tylko o to, aby cieszyć się z życia. Każdego dnia :)
Tagi:
carpe diem
rainbow
Jesienią świat staje się bardziej melancholijny. Myślę wtedy o przemijaniu...
I wiecie co? Chciałabym coś po sobie pozostawić. ( i nie mówię tutaj o tonach plastikowych butelkach rozkładających się przez setki lat) Życie mamy tylko jedno, musimy maksymalnie wykorzystać każdą sekundę. Potem, jest tylko wieczność... Nie chcę być stworzeniem, które rodzi się, żyje, i umiera. Chcę sprawić, by ten świat był choć odrobinę lepszy. (wiem, może to naiwne, ale to właśnie przez takie myślenie, zazwyczaj nic nie osiągamy). Myślę, że mnie jeszcze nie pożarła ta proza życia, ja... jestem ambitna i mierzę chyba trochę zbyt wysoko, ale apeluje do wszystkich - spełniajcie swoje marzenia, zanim będzie za późno.
Carpe diem quam minimum credula postero.
I wiecie co? Chciałabym coś po sobie pozostawić. ( i nie mówię tutaj o tonach plastikowych butelkach rozkładających się przez setki lat) Życie mamy tylko jedno, musimy maksymalnie wykorzystać każdą sekundę. Potem, jest tylko wieczność... Nie chcę być stworzeniem, które rodzi się, żyje, i umiera. Chcę sprawić, by ten świat był choć odrobinę lepszy. (wiem, może to naiwne, ale to właśnie przez takie myślenie, zazwyczaj nic nie osiągamy). Myślę, że mnie jeszcze nie pożarła ta proza życia, ja... jestem ambitna i mierzę chyba trochę zbyt wysoko, ale apeluje do wszystkich - spełniajcie swoje marzenia, zanim będzie za późno.
Carpe diem quam minimum credula postero.
Nie było mnie. Wiem.
Ale...
no właśnie. Chciałabym napisać o długości moich notek.
Otóż:
Zdaję sobie sprawę, że nie są one długie i nie są najlepszej, że tak się wyrażę "jakości". Ale... wszystko dzieje się w mojej głowie. Chociaż piszę opowiadania, o sobie pisać jest o wiele trudniej. Nie przygotowuję tego wcześniej. Piszę, kiedy uznam że jestem to winna osobą, które to czytają. ( A tak na marginesie: podziwiam osoby, które dodały mnie do obserwowanych, lub chociażby poświęcają swój cenny czas na czytanie moich "wypocin") Zawsze na pisanie, znajduję nieodpowiedni moment,dlatego moje przemyślenia są bardzo chaotyczne. Z resztą... pisząc, zazwyczaj często się od tego odrywam, toteż w pewnym momencie zaczyna mnie to po prostu nudzić, tracę wenę i przerywam moje rozmyślania. Piszę dużo zdań wyrwanych z kontekstu, ale dla mnie to w pewnym sensie porządek chronologiczny - piszę w takiej kolejności, w jakiej pojawiają się myśli w mojej głowie. Kończę ten wywód - pewnie nikogo on nie zainteresował, ale przynajmniej mam wytłumaczenie na piśmie.:)
Ale...
no właśnie. Chciałabym napisać o długości moich notek.
Otóż:
Zdaję sobie sprawę, że nie są one długie i nie są najlepszej, że tak się wyrażę "jakości". Ale... wszystko dzieje się w mojej głowie. Chociaż piszę opowiadania, o sobie pisać jest o wiele trudniej. Nie przygotowuję tego wcześniej. Piszę, kiedy uznam że jestem to winna osobą, które to czytają. ( A tak na marginesie: podziwiam osoby, które dodały mnie do obserwowanych, lub chociażby poświęcają swój cenny czas na czytanie moich "wypocin") Zawsze na pisanie, znajduję nieodpowiedni moment,dlatego moje przemyślenia są bardzo chaotyczne. Z resztą... pisząc, zazwyczaj często się od tego odrywam, toteż w pewnym momencie zaczyna mnie to po prostu nudzić, tracę wenę i przerywam moje rozmyślania. Piszę dużo zdań wyrwanych z kontekstu, ale dla mnie to w pewnym sensie porządek chronologiczny - piszę w takiej kolejności, w jakiej pojawiają się myśli w mojej głowie. Kończę ten wywód - pewnie nikogo on nie zainteresował, ale przynajmniej mam wytłumaczenie na piśmie.:)
Zaczęło się. Tak, wiem. Zaczęło się już dawno, ale teraz... zaczęło się naprawdę. Zaczęły się te wszystkie prace domowe, sprawdziany, nieprzespane nocne... (nie tylko nieprzespane z przemęczenia) i... wiele, wiele innych, niepokojących spraw, nad którymi nie mam kontroli.
Ale mimo wszystko, czuję, że jestem trochę silniejsza, niż przed wakacjami. Zaledwie o jakiś tam ułamek, część stutysięczną, ale zawsze... coś.
Czasem zastanawiam się, dlaczego tak bardzo staram się być dla wszystkich miła...
Nie, nie chcę wdawać się w szczegóły, bo to dość... prywatne przemyślenia.
Przestaję.
Być może, zarz po opublikowaniu, usunę ten post, ale co tam... w końcu po coś to pisałam.
P.S - czy mi się wydaje, czy naprawili BloBlo?
Ale mimo wszystko, czuję, że jestem trochę silniejsza, niż przed wakacjami. Zaledwie o jakiś tam ułamek, część stutysięczną, ale zawsze... coś.
Czasem zastanawiam się, dlaczego tak bardzo staram się być dla wszystkich miła...
Nie, nie chcę wdawać się w szczegóły, bo to dość... prywatne przemyślenia.
Przestaję.
Być może, zarz po opublikowaniu, usunę ten post, ale co tam... w końcu po coś to pisałam.
P.S - czy mi się wydaje, czy naprawili BloBlo?
Wiem, wiem, wiem... wszyscy już to wiedzą od wujka Google, ale nie mogłam się powstrzymać. ;p
Who want to live forever? - śpiewał.
Na pewno nie jeden z nas, chciałby, żeby żył wiecznie.
Who want to live forever? - śpiewał.
Na pewno nie jeden z nas, chciałby, żeby żył wiecznie.
Tagi:
Freddie Mercury
Queen

















