Znacie jakiegoś idiotę?
Cóż. Co to w ogóle za pytanie, każdy facet jest idiotą. Ale nie w tym sensie.
A zakochaliście się kiedyś w idiocie? Co gorsza w takim, którego wolałbyś raczej powiesić czy spalić, aniżeli pocałować?
W takim, co według Ciebie nie ma praktycznie żadnym zalet (oprócz tego, że nie jest większym idiotą, niż jest teraz)?
W takim, co nie jest nawet szalenie przystojny (albo przynajmniej myślisz, że tak twierdzisz)?
W takim, co to w wieku 15 lat grzeje dupskiem ławkę w podstawówce, na lekcji 6 klasy? W takim, co z tego co wiadomo, pali coś uzależniającego, w takim, co kumpluje się z KD (Królem Debili)?
I co najgorsze: W takim, co kiedyś się w Tobie bujał?
A, i jeszcze nie być w stanie nikomu o tym powiedzieć?
.
.
.
.
Jak zapewne wiecie, nazywam się Milka (a raczej wmawiam Wam, że się tak nazywam).
Gdybyście byli mną, Wasza odpowiedź na powyższe pytania za każdym razem brzmiałaby "tak".
O, wiecie co? Znam jeszcze pewną idiotkę.
I coś mi mówi, że Wy też ją kojarzycie.
Cóż. Co to w ogóle za pytanie, każdy facet jest idiotą. Ale nie w tym sensie.
A zakochaliście się kiedyś w idiocie? Co gorsza w takim, którego wolałbyś raczej powiesić czy spalić, aniżeli pocałować?
W takim, co według Ciebie nie ma praktycznie żadnym zalet (oprócz tego, że nie jest większym idiotą, niż jest teraz)?
W takim, co nie jest nawet szalenie przystojny (albo przynajmniej myślisz, że tak twierdzisz)?
W takim, co to w wieku 15 lat grzeje dupskiem ławkę w podstawówce, na lekcji 6 klasy? W takim, co z tego co wiadomo, pali coś uzależniającego, w takim, co kumpluje się z KD (Królem Debili)?
I co najgorsze: W takim, co kiedyś się w Tobie bujał?
A, i jeszcze nie być w stanie nikomu o tym powiedzieć?
.
.
.
.
Jak zapewne wiecie, nazywam się Milka (a raczej wmawiam Wam, że się tak nazywam).
Gdybyście byli mną, Wasza odpowiedź na powyższe pytania za każdym razem brzmiałaby "tak".
O, wiecie co? Znam jeszcze pewną idiotkę.
I coś mi mówi, że Wy też ją kojarzycie.
Tagi:
*
24.05.2012 o godz. 20:32
komentuj (2)
Wprowadziłam dietę, bo same ćwiczenia to jednak za mało. Irytuje mnie już liczenie, doprowadza mnie tylko do obłędu, ale liczę i liczę. Muszę walczyć, by zwyciężyć i dojść do przedziału 46-48 kg. Ta cała dieta wprowadziła w moim życiu mnóstwo chaosu. W ogóle trudno mi zorganizować ćwiczenia, bo ciągle wymyślają mi zajęcia. Nie chce się tym zajmować, chce skończyć swoje. Nie jestem psem co gania za kijem, zrób to i to teraz, a twoje rzeczy to głupoty. Sami łazili za mną i mi gadali, że mi brzuch rośnie, a teraz gadanie, że to głupota. To jest jakaś ironia.
Muszę iść zarabiać i się wyprowadzić, bo oszalenie od ciągłego zawracania mi gitary czasochłonnymi pierdołami. Nie chce żyć w jednym miejscu - ziemia jest okrągła. Mam dość czepialstwa i innych rzeczy, oraz wpajania mi, że sobie nie poradzę.
Jakby mi się zachciało to bym skoczyła z samolotu na spadochronie, ba i poradziłabym sobie lądując. Jak mi się zachce mogę czynić rzeczy, których na co-dzień nie czynie, baaa. Baa jakbym miała ochotę o bym ruszyła świat z 1 zł w kieszeni, ale na razie chce się do tego przygotować, czy to źle i strata czasu? Czy to bezsens? Dla mnie nie, chyba lepiej iść na wojnę z karabinem, zamiast kiju.
Muszę iść zarabiać i się wyprowadzić, bo oszalenie od ciągłego zawracania mi gitary czasochłonnymi pierdołami. Nie chce żyć w jednym miejscu - ziemia jest okrągła. Mam dość czepialstwa i innych rzeczy, oraz wpajania mi, że sobie nie poradzę.
Jakby mi się zachciało to bym skoczyła z samolotu na spadochronie, ba i poradziłabym sobie lądując. Jak mi się zachce mogę czynić rzeczy, których na co-dzień nie czynie, baaa. Baa jakbym miała ochotę o bym ruszyła świat z 1 zł w kieszeni, ale na razie chce się do tego przygotować, czy to źle i strata czasu? Czy to bezsens? Dla mnie nie, chyba lepiej iść na wojnę z karabinem, zamiast kiju.
Tagi:
dieta
odchudzanie
21.05.2012 o godz. 13:26
Kończy się matura, więc zwinąłem maturalny wystrój bloga. Przemeblowałem go bardziej na magicznie i w tle wróciła ciemność, tym razem z motywem pioruna.
Przy okazji mój czarno-biały, nijaki, totemiczny awatar zmieniłem na focię guślarza. Teraz chyba blog prezentuje się lepiej.
Ok, dość owijania w bawełnę.
Wczoraj napisałem:
"I chyba nie wiem...
Ale o tym napiszę jutro.
Jeśli wrócę żywy."
Dziś nadeszło owe 'jutro', a ja, choć niesamowicie zmęczony, wciąż jestem żywy.
I chyba wygląda na to, że mam coś do powiedzenia owej maleńkiej tu drużbie tych, co mogli pokochać serce moje dumne.
Otóż przez czas matur nie pisałem nic prozą. Nic. Powstała tylko jedna piosenka, którą wkrótce tu wrzucę, gdy będę miał chęć, czas i energię.
Teraz jednak mniejsza o to.
Nie będę narzekał na brak weny, bo to temat przeeksploatowany i banalny. Chciałbym się raczej skupić na tym, że w przerwach między maturami nachodziły mnie złe myśli. Naprawdę złe. Takie, które każą pisarzowi wziąć swoje pióro w dłoń i spojrzeć na nie krytycznym okiem.
No właśnie - spojrzałem krytycznym okiem na mój pożałowania godny dorobek 'literacki' (przez ok. 3 lata ciągnę cały czas jedno 'dzieło', dodając lub wycinając wątki, gubiąc się wciąż i plącząc w realiach i mechanice świata itd. Zadając sobie pytania o to, jak różny jest styl fragmentów napisanych przed 2 miesiącami od stylu tych napisanych przed 1,5 roku. Zastanawiając się nad tym, jaki głębszy sens ma ta literatura od siedmiu boleści.
Zastanawiałem się tak nad tym sensem, szukałem go itd. Udzielałem sobie odpowiedzi, które wcale mnie nie zadowalały:
- ukazanie mojej (niespójnej nawiasem mówiąc) fantastycznej wizji świata,
- wykreowanie nowego świata żywej legendy i nowych herosów na miarę Hektora, Herkulesa czy Gilgamesza,
- wyłożenie mojej własnej filozofii (zmieniającej się na przestrzeni lat) w sposób zrozumiały i atrakcyjny,
- odniesienie się i ukierunkowanie ewentualnych odbiorców na tematykę uznaną przeze mnie za wartą poznania i cenną...
Miałem również inne argumenty, których sam przed sobą nie potrafiłem ostatecznie obronić.
Ktoś spyta - "Po co użalać się nad sobą na blogu?" i będzie miał rację, zadając takie pytanie.
Użalanie się jest bez sensu.
Ale ja nie chcę się nikomu żalić. Może bardziej wyjaśnić.
Wyjaśnić decyzję, która gdzieś tam pomału zapada chyba właśnie w najgłębszych sferach mojej świadomości i nieświadomości.
Prawdopodobnie odłożę "Wspomnienie Zakurzonej Księgi" do szuflady.
To żadna tragedia. Ani dla mnie, ani dla świata prawdziwej literatury.
Bo - jak pisał pan Bułhakow - "rękopisy nie płoną".
I jeśli kiedyś stary Velitzky odgrzebie z szuflady swoje wypociny o tytule takim jak tytuł tego bloga, być może zastanowi się, kto to mógł napisać. Być może podejmie polemikę z młodym, rozhukanym Velitzkym. Być może powstanie wówczas prawdziwsze i sensowniejsze "Wspomnienie Zakurzonej Księgi".
Przy okazji mój czarno-biały, nijaki, totemiczny awatar zmieniłem na focię guślarza. Teraz chyba blog prezentuje się lepiej.
Ok, dość owijania w bawełnę.
Wczoraj napisałem:
"I chyba nie wiem...
Ale o tym napiszę jutro.
Jeśli wrócę żywy."
Dziś nadeszło owe 'jutro', a ja, choć niesamowicie zmęczony, wciąż jestem żywy.
I chyba wygląda na to, że mam coś do powiedzenia owej maleńkiej tu drużbie tych, co mogli pokochać serce moje dumne.
Otóż przez czas matur nie pisałem nic prozą. Nic. Powstała tylko jedna piosenka, którą wkrótce tu wrzucę, gdy będę miał chęć, czas i energię.
Teraz jednak mniejsza o to.
Nie będę narzekał na brak weny, bo to temat przeeksploatowany i banalny. Chciałbym się raczej skupić na tym, że w przerwach między maturami nachodziły mnie złe myśli. Naprawdę złe. Takie, które każą pisarzowi wziąć swoje pióro w dłoń i spojrzeć na nie krytycznym okiem.
No właśnie - spojrzałem krytycznym okiem na mój pożałowania godny dorobek 'literacki' (przez ok. 3 lata ciągnę cały czas jedno 'dzieło', dodając lub wycinając wątki, gubiąc się wciąż i plącząc w realiach i mechanice świata itd. Zadając sobie pytania o to, jak różny jest styl fragmentów napisanych przed 2 miesiącami od stylu tych napisanych przed 1,5 roku. Zastanawiając się nad tym, jaki głębszy sens ma ta literatura od siedmiu boleści.
Zastanawiałem się tak nad tym sensem, szukałem go itd. Udzielałem sobie odpowiedzi, które wcale mnie nie zadowalały:
- ukazanie mojej (niespójnej nawiasem mówiąc) fantastycznej wizji świata,
- wykreowanie nowego świata żywej legendy i nowych herosów na miarę Hektora, Herkulesa czy Gilgamesza,
- wyłożenie mojej własnej filozofii (zmieniającej się na przestrzeni lat) w sposób zrozumiały i atrakcyjny,
- odniesienie się i ukierunkowanie ewentualnych odbiorców na tematykę uznaną przeze mnie za wartą poznania i cenną...
Miałem również inne argumenty, których sam przed sobą nie potrafiłem ostatecznie obronić.
Ktoś spyta - "Po co użalać się nad sobą na blogu?" i będzie miał rację, zadając takie pytanie.
Użalanie się jest bez sensu.
Ale ja nie chcę się nikomu żalić. Może bardziej wyjaśnić.
Wyjaśnić decyzję, która gdzieś tam pomału zapada chyba właśnie w najgłębszych sferach mojej świadomości i nieświadomości.
Prawdopodobnie odłożę "Wspomnienie Zakurzonej Księgi" do szuflady.
To żadna tragedia. Ani dla mnie, ani dla świata prawdziwej literatury.
Bo - jak pisał pan Bułhakow - "rękopisy nie płoną".
I jeśli kiedyś stary Velitzky odgrzebie z szuflady swoje wypociny o tytule takim jak tytuł tego bloga, być może zastanowi się, kto to mógł napisać. Być może podejmie polemikę z młodym, rozhukanym Velitzkym. Być może powstanie wówczas prawdziwsze i sensowniejsze "Wspomnienie Zakurzonej Księgi".
19.05.2012 o godz. 21:45
A co mi tam, wrzucę wam jeszcze ponad godzinę muzyki do posłuchania :).
Polecam, bo ma klimat.
Polecam, bo ma klimat.
Tagi:
Nightwish
18.05.2012 o godz. 21:37
Koniec się zbliża.
Niemiecki poszedł kiepsko. Podstawka łatwa, ale rozszerzenie mnie zgniotło.
Geografia troszkę lepsza.
Przede mną jeszcze ten głupi ustny, ale chyba nie będę się do niego uczył, bo i tak nigdzie na to nie patrzą przy rekrutacji.
Bliski już matury kres...
Poświęciłem się jej jak tej jednej jedynej. Czuwałem nocą z kawą nad jej filologicznymi, literackimi i ścisłymi problemami. Byłem przy niej. Myślałem tylko o niej. Marzyłem o tym, że mi się z nią ułoży, że to wszystko będzie jak sielanka.
Myliłem się.
Na front wytoczone zostały najcięższe działa, tego się po niej nie spodziewałem... Dla mnie był to cios nożem w plecy. Trzymałem się jednak dzielnie. Walczyłem do ostatniego naboju. A, B, C, czy D - gdzie strzelać? Nie wiedziałem...
Zamknąłem oczy i...
Batalie zostały już stoczone. Wojna dobiega końca. Nad pobojowiskiem unosi się jeszcze dym, ale nikt już nie strzela. Zaczynamy znów spać po 8 godzin...
Być może moja pamięć była nie dość pancerna.
Być może samoloty moich były nie dość lotne.
Być może zbyt późno zabrałem się za budowę fortyfikacji wiedzy.
Dziś nie dbam o to.
Patrzę w dal, jestem wpatrzony w horyzont, który jeszcze dziś przysłaniają kłęby dymu. Już wkrótce ogień zgaśnie i zobaczę, czy wyszedłem z tej wojny zwycięsko, czy nie.
Krótko mówiąc - już po maturze.
Więc...
Pomału zaczynam wracać na bloga:).
I chyba nie wiem...
Ale o tym napiszę jutro.
Jeśli wrócę żywy.
Niemiecki poszedł kiepsko. Podstawka łatwa, ale rozszerzenie mnie zgniotło.
Geografia troszkę lepsza.
Przede mną jeszcze ten głupi ustny, ale chyba nie będę się do niego uczył, bo i tak nigdzie na to nie patrzą przy rekrutacji.
Bliski już matury kres...
Poświęciłem się jej jak tej jednej jedynej. Czuwałem nocą z kawą nad jej filologicznymi, literackimi i ścisłymi problemami. Byłem przy niej. Myślałem tylko o niej. Marzyłem o tym, że mi się z nią ułoży, że to wszystko będzie jak sielanka.
Myliłem się.
Na front wytoczone zostały najcięższe działa, tego się po niej nie spodziewałem... Dla mnie był to cios nożem w plecy. Trzymałem się jednak dzielnie. Walczyłem do ostatniego naboju. A, B, C, czy D - gdzie strzelać? Nie wiedziałem...
Zamknąłem oczy i...
Batalie zostały już stoczone. Wojna dobiega końca. Nad pobojowiskiem unosi się jeszcze dym, ale nikt już nie strzela. Zaczynamy znów spać po 8 godzin...
Być może moja pamięć była nie dość pancerna.
Być może samoloty moich były nie dość lotne.
Być może zbyt późno zabrałem się za budowę fortyfikacji wiedzy.
Dziś nie dbam o to.
Patrzę w dal, jestem wpatrzony w horyzont, który jeszcze dziś przysłaniają kłęby dymu. Już wkrótce ogień zgaśnie i zobaczę, czy wyszedłem z tej wojny zwycięsko, czy nie.
Krótko mówiąc - już po maturze.
Więc...
Pomału zaczynam wracać na bloga:).
I chyba nie wiem...
Ale o tym napiszę jutro.
Jeśli wrócę żywy.
18.05.2012 o godz. 21:33
Hermetycznie zamknięta w szufladzie patrze na
Zegar, który droczy się ze mną.
Wskazówki robią to na złość!
Wiem, że gdy jesteś ze mną zaczynają biec jak oszalałe;/
♥ ♥ ♥
Zegar, który droczy się ze mną.
Wskazówki robią to na złość!
Wiem, że gdy jesteś ze mną zaczynają biec jak oszalałe;/
♥ ♥ ♥
Tagi:
♥
18.05.2012 o godz. 19:20
Słucham sobie utworu "Dzikie serce" zespołu Maleo Reggae Rockers. Szczerze mówiąc to smutno mi się zrobiło, czuje się jakby śpiewali o moim życiu. Nie wiem jak to jest, ale trafiasz na coś przypadkiem, spotykasz kogoś i nagle czujesz coś takiego, że nie jesteś jednak taki sam. Może kiedyś powiem, że jest dobrze i nie ma się już o co martwić.
TEKST PIOSENKI
Tagi:
myśli
refleksje melancholia
14.05.2012 o godz. 17:10
Główna bohaterka Natasza postanawia porzucić status „kury domowej”, zapisuje się na studia i znajduje pracę. Mąż coś jeszcze przebąkiwuje o kolejnym dziecku, jej matka zostawia męża dla innego. A ojciec postanawia się wprowadzić do córki. I jak tu wszystko pogodzić???
Książka to faktycznie świetne czytadło, łatwe w odbiorze, pełne humoru i pomimo, że momentami przewidywalne to i tak uśmiałam się wiele razy.
Książkę polecam do przeczytania w wolnej chwili, jeśli chcemy oderwać się troszkę od własnych problemów, jak najbardziej do poduszki- oby tylko za głośno się nie śmiać :)
Ocena 4+
Książka to faktycznie świetne czytadło, łatwe w odbiorze, pełne humoru i pomimo, że momentami przewidywalne to i tak uśmiałam się wiele razy.
Książkę polecam do przeczytania w wolnej chwili, jeśli chcemy oderwać się troszkę od własnych problemów, jak najbardziej do poduszki- oby tylko za głośno się nie śmiać :)
Ocena 4+
14.05.2012 o godz. 14:07
Heh. Poprzedni wpis przypomina mi jakim jestem idiotą. Nie mogę uwierzyć, że do tego stopnia przejmowałem się tym niewartym niczego kretynem. Zostawił mnie, zachował się jak ostatni egoista i koniec końców okazał się żałosnym gnojkiem. Tak więc od początku... Po szybkim (!) otrząśnięciu się po rozstaniu z S. zacząłem rozglądać się za nowymi znajomymi, chciałem rozpocząć taki kolejny etap w życiu, nie chciałem żeby wszystko stanęło w miejscu przez jakiegoś chuja. No i co? Przez caluśki miesiąc starałem się kogoś poznać, aczkolwiek utrzymywałem kontakt z S. Dosyć często pisaliśmy, nawet myślałem, że jeszcze do siebie wrócimy... jednak szybko wyprowadził mnie z tego błędu twierdząc, że i tak nic już z tego nie będzie. Trudno. W końcu bum! Trafiłem... a właściwie trafił na mnie chłopak, którego udało mi się pokochać :) Kolejne zauroczenie, kolejny pierwszy pocałunek, kolejne uczucia. Także jest dobrze :) A szanowny pan S. zobaczył mnie z nim na mieście i się obraził XD Żałosne ;3
Tagi:
P. luv
13.05.2012 o godz. 22:10
Dziś rozpoczęły się Warszawskie Targi Książki. Potrwają do niedzieli.
W III Warszawskich Targach Książki weźmie udział kilkuset wystawców z Polski i 20 krajów: Australii, Armenii, Azerbejdżanu, Belgii, Chin, Czech, Francji, Hiszpanii, Indii, Izraela, Niemiec, Norwegii, Rumunii, Rosji, Szwecji, Turcji, Ukrainy i Wielka Brytanii.
Warszawskie Targi Książki gościć będą 432 autorów, którzy spotkają się z czytelnikami w stoiskach wydawców oraz na specjalnie w tym celu zaaranżowanej „Kanapie Literackiej”.
W sobotę na targach można będzie spotkać tegorocznych finalistów Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż literacki, którymi są: Francisco GOLDMAN, LIAO Yiwu, Raja SHEHADEH, Filip SPRINGER i Colin THUBRON.
Brawo Filip (znam tego Pana osobiście :)
źródło: http://www.targi-ksiazki.waw.pl/informacje-ogolne/o-targach/
W III Warszawskich Targach Książki weźmie udział kilkuset wystawców z Polski i 20 krajów: Australii, Armenii, Azerbejdżanu, Belgii, Chin, Czech, Francji, Hiszpanii, Indii, Izraela, Niemiec, Norwegii, Rumunii, Rosji, Szwecji, Turcji, Ukrainy i Wielka Brytanii.
Warszawskie Targi Książki gościć będą 432 autorów, którzy spotkają się z czytelnikami w stoiskach wydawców oraz na specjalnie w tym celu zaaranżowanej „Kanapie Literackiej”.
W sobotę na targach można będzie spotkać tegorocznych finalistów Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż literacki, którymi są: Francisco GOLDMAN, LIAO Yiwu, Raja SHEHADEH, Filip SPRINGER i Colin THUBRON.
Brawo Filip (znam tego Pana osobiście :)
źródło: http://www.targi-ksiazki.waw.pl/informacje-ogolne/o-targach/
10.05.2012 o godz. 18:25
W między czasie oczywiście będą recenzje książek przeczytanych przeze mnie już wcześniej.
Zapraszam do ankiety, która znajduje się po prawej stronie :)
Zapraszam do ankiety, która znajduje się po prawej stronie :)
Tagi:
books
czytadełko
10.05.2012 o godz. 18:13
Wielki brylant otoczony plejadą gwieździstych szafirów. Jedyny na świecie. Niepowtarzalny. Jej dziedzictwo, jej przekleństwo. Wrócił.
Bywają w życiu chwile, których ból daje się zmierzyć dopiero po jego przeżyciu i wówczas dziwi nas, iż zdołaliśmy go znieść.
Akcja rozgrywa się w czasie teraźniejszym i w przeszłości. Historia kilku pokoleń kobiet, których tradycją było przekazywanie córkom tajemniczego pierścienia - pierścienia miłości i przebaczenia. Nieobce im były zdrady, zemsta, miłość i przebaczenie. Głównej bohaterce Asi, świat wali się na głowę, mąż ma romans z jej koleżanką, sama traci pracę. Gdy Asia buduje swoje życie od nowa, zostaje odnaleziony testament jej prababki Laverny. Książka wciąga, wzrusza, bawi, intryguje ale też w niektórych momentach przeraża.
Ocena: 4

10.05.2012 o godz. 18:11
Polski:
- podstawka zdana całkiem ładnie, "Dziady",
- rozszerzenie - niech będzie, może nawet się uda i będzie jakieś 70%, "Przed lustrem",
- ustny - rozwaliłem system, 19/20p. (postawiłem sobie to za punkt honorowy).
Matma - podstawka zdana bez problemu, więcej mi do szczęścia nie potrzeba
Przede mną jeszcze batalia o j. niemiecki (podstawa, rozszerzenie i ustny) i o rozszerzoną geografię (nie wiem, jak to napiszę...).
Mój cel:
- niemiecki rozsz. na 70%,
- geografia na ponad 50%.
Pozostałym maturzystom życzę z całego serca powodzenia, chyba, że wybierają się na ten kierunek, co ja, do tej uczelni, co ja - wówczas - oby Wam tuszu zabrakło na raz we wszystkich długopisach, oby Wam się cała wiedza ulotniła zaraz przed egzaminem, a tak w ogóle to lepiej to sobie odpuśćcie, bo to i tak bez sensu.
Tak czy owak - wszelkiej konkurencji niech się powiedzie najgorzej, jak może :).
Nie chcę się uczyć do matury, chcę już iść na studia, wyfrunąć wreszcie z mojego chorego domu i... przejechać się na sobie w samodzielnym życiu.
Ale żeby się to dokonało, muszę zdać tą cholerną maturę!
Więc...
Wracam do nauki ;].
_____________________________
Prozą nic nowego nie napisałem, za to pojawiła się w mojej szufladzie jedna piosenka w iście onirycznym klimacie.
Jak wrócę, to wrzucę.
- podstawka zdana całkiem ładnie, "Dziady",
- rozszerzenie - niech będzie, może nawet się uda i będzie jakieś 70%, "Przed lustrem",
- ustny - rozwaliłem system, 19/20p. (postawiłem sobie to za punkt honorowy).
Matma - podstawka zdana bez problemu, więcej mi do szczęścia nie potrzeba
Przede mną jeszcze batalia o j. niemiecki (podstawa, rozszerzenie i ustny) i o rozszerzoną geografię (nie wiem, jak to napiszę...).
Mój cel:
- niemiecki rozsz. na 70%,
- geografia na ponad 50%.
Pozostałym maturzystom życzę z całego serca powodzenia, chyba, że wybierają się na ten kierunek, co ja, do tej uczelni, co ja - wówczas - oby Wam tuszu zabrakło na raz we wszystkich długopisach, oby Wam się cała wiedza ulotniła zaraz przed egzaminem, a tak w ogóle to lepiej to sobie odpuśćcie, bo to i tak bez sensu.
Tak czy owak - wszelkiej konkurencji niech się powiedzie najgorzej, jak może :).
Nie chcę się uczyć do matury, chcę już iść na studia, wyfrunąć wreszcie z mojego chorego domu i... przejechać się na sobie w samodzielnym życiu.
Ale żeby się to dokonało, muszę zdać tą cholerną maturę!
Więc...
Wracam do nauki ;].
_____________________________
Prozą nic nowego nie napisałem, za to pojawiła się w mojej szufladzie jedna piosenka w iście onirycznym klimacie.
Jak wrócę, to wrzucę.
10.05.2012 o godz. 15:02
Nie mam wiele do powiedzenia. Czasami tak bywa. Pojechałam do urzędu pracy, żeby usłyszeć, jak to by Ferdynand Kiepski ujął : "nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem". Oczywiście nigdy kasy nie mają, nigdy nie pomogą - takie ich zadanie. Dla mnie siedzą z tyłkami na stołkach i robią bezsensowne prezentacje, kawka, herbatka i wypłacanie pijakom zasiłku. Potem spotkałam się z koleżanką, pogadaliśmy o tym i o tamtym. Pojechałam do domu. Tyłek i plecy bolały mnie z dwa dni. Dzisiaj sprzątam pokój, a więc szału żadnego, a same nudy. Postanowiłam się tak rozciągnąć, żebym mogła zrobić szpagat, jeszcze długa droga...
10.05.2012 o godz. 14:07
skończyło się na dobre. i niech boli. przynajmniej wiem że żyję
po solidnym kopniaku człowiek pamięta żeby się już w tą stronę nie nadstawiać
wyczyścić okulary naiwności
po solidnym kopniaku człowiek pamięta żeby się już w tą stronę nie nadstawiać
wyczyścić okulary naiwności
Tagi:
.
10.05.2012 o godz. 00:06
Co za okropny weekend. Nudny jak flaki z olejem, powolny niczym ślimak, et cetera, cetera. Szczerze mówiąc nazwałabym go "tygodniem niechcenia". Być może dobija mnie wizyta w urzędzie pracy w poniedziałek... nie cierpię tych spotkań. Zawsze nie ma stażów, zawsze brak kasy, byłoby im na rękę jakby mnie tam nie było, taka ich pomoc - tyle co gadają to ja znajdę to samo w internecie i książkach. Jestem tam jedynie dla ubezpieczenia i szczerze mówiąc z każdym spotkaniem mam dość i chce uciec. Postanowiłam, że zdobędę kasę choćby nie wiem co. Nie chce tam być, chce żyć inaczej.
Nad moim obecnym życiem tracę kontrolę nad tym co się dzieje, jestem gdzieś i nie mam na nic wpływu, a ja muszę mieć wpływ. Pokazać te swoje ja jestem, tu egzystuje, i jak widać żyje. Niestety najgorzej siedzieć w domu i nic nie robić, totalne oderwanie od rzeczywistości i utrata kontroli.
Zaczynam się nad sobą rozckliwiać... kompleks niższości, eee, nie podoba mi się ta nazwa. Nie jestem stuknięta, żeby się ciągle do kogoś porównywać. Tylko czasami ktoś mi kogoś podstawia i zaczynam porównanie, którego by nie było, gdyby mi ktoś nie wystawił tego kogoś na moją drogę.
Właściwie każde zachowanie może być chore uwielbiasz siebie i wierzysz to zaraz nazwą cie narcyzem, poniżasz się to masz kompleks niższości. Najlepiej się nie wyróżniać i milczeć? Chyba tak. Jeśli miałabym iść do psychologa to wiem w jakim celu.
W końcu kiedyś robiłam przecież swoje i nie zwracałam na nic uwagi, aż tu nagle pewna osoba wmawia mi coś, że do dupy jestem. Do dziś mnie wkurza, że miał się za lepszego i do dziś mam ochotę pokazać mu, że ze mną się nie zadziera, a gówno warte było to co mi wmawiał, to co o mnie mówił innym.
Joyau jest jaka jest, więc joyau nie będzie czuć się jak jak chcą inni, bo joyau dąży do szczęścia, wolności, życia takim jakie być powinno.
Joyau nie jest idealna, chcę tylko być zawsze tylko sobą, odrobinę ciekawszą osobowością niż dziś.

Nad moim obecnym życiem tracę kontrolę nad tym co się dzieje, jestem gdzieś i nie mam na nic wpływu, a ja muszę mieć wpływ. Pokazać te swoje ja jestem, tu egzystuje, i jak widać żyje. Niestety najgorzej siedzieć w domu i nic nie robić, totalne oderwanie od rzeczywistości i utrata kontroli.
Zaczynam się nad sobą rozckliwiać... kompleks niższości, eee, nie podoba mi się ta nazwa. Nie jestem stuknięta, żeby się ciągle do kogoś porównywać. Tylko czasami ktoś mi kogoś podstawia i zaczynam porównanie, którego by nie było, gdyby mi ktoś nie wystawił tego kogoś na moją drogę.
Właściwie każde zachowanie może być chore uwielbiasz siebie i wierzysz to zaraz nazwą cie narcyzem, poniżasz się to masz kompleks niższości. Najlepiej się nie wyróżniać i milczeć? Chyba tak. Jeśli miałabym iść do psychologa to wiem w jakim celu.
W końcu kiedyś robiłam przecież swoje i nie zwracałam na nic uwagi, aż tu nagle pewna osoba wmawia mi coś, że do dupy jestem. Do dziś mnie wkurza, że miał się za lepszego i do dziś mam ochotę pokazać mu, że ze mną się nie zadziera, a gówno warte było to co mi wmawiał, to co o mnie mówił innym.
Joyau jest jaka jest, więc joyau nie będzie czuć się jak jak chcą inni, bo joyau dąży do szczęścia, wolności, życia takim jakie być powinno.
Joyau nie jest idealna, chcę tylko być zawsze tylko sobą, odrobinę ciekawszą osobowością niż dziś.

05.05.2012 o godz. 16:21
muszę coś zrobić z tymi głupimi snami
jak często człowiek bawi się w zdradę siebie samego! To chyba najgorsze z możliwych.
póki co tosty
muzyka mieszka wszędzie. to chyba jedyny język który jest obecny na całym świecie i można się nim tu i tam posługiwać.
jak często człowiek bawi się w zdradę siebie samego! To chyba najgorsze z możliwych.
póki co tosty
muzyka mieszka wszędzie. to chyba jedyny język który jest obecny na całym świecie i można się nim tu i tam posługiwać.
Tagi:
misiaki
01.05.2012 o godz. 15:33
wiem już czego prawdziwie chce.
Lasu! i wędrówki po nim. Tajemniczej i odkrywczej. Kapelusza. Nocy i gwiazd przez sito leśne przesiąkających. Dobrego, męskiego ramienia. Swobody. Wody i owoców. namiotu. i mjuzik
widziałam supertrampowskie czerwone szczurki! teraz jednak jest bosej nogi czas :)
To jest powrót! po wielkim czekaniu. Z dość dalekich krajów. Mocniej świeci słońce
Lasu! i wędrówki po nim. Tajemniczej i odkrywczej. Kapelusza. Nocy i gwiazd przez sito leśne przesiąkających. Dobrego, męskiego ramienia. Swobody. Wody i owoców. namiotu. i mjuzik
widziałam supertrampowskie czerwone szczurki! teraz jednak jest bosej nogi czas :)
To jest powrót! po wielkim czekaniu. Z dość dalekich krajów. Mocniej świeci słońce
Tagi:
ecie pecie
01.05.2012 o godz. 15:21
działencja. piegi już się pojawiły. Kamienie sie same dźwigają, by ziścił się mój zielniko skalniaczek! Babcia zielarka.
Ciała są gorące.
"gdy powrócisz do tych ścian czystą miłość tobie dam"
w moich oczach nie ma łez. Ostatni paproch już wyleciał z oka.
Słodki brzdręk w mojej głowie gitary i pianina
zorganizowane trele morele. To nawet urocze. siedzenie. Bo dwie nogi mam i siedzenie.
Ciała są gorące.
"gdy powrócisz do tych ścian czystą miłość tobie dam"
w moich oczach nie ma łez. Ostatni paproch już wyleciał z oka.
Słodki brzdręk w mojej głowie gitary i pianina
zorganizowane trele morele. To nawet urocze. siedzenie. Bo dwie nogi mam i siedzenie.
Tagi:
łąka!
01.05.2012 o godz. 15:13
O tak! To jest to! Kryminały to to, co tygryski lubią najbardziej. Każda powieść, każde morderstwo nie dość, że jest czytane z zapartym tchem, to jeszcze sama je rozwiązuje. Tak więc, gratulacje dla autora, udało mu się mnie zaskoczyć. Udało się stworzyć historię, którą czyta się z zapartym tchem. Którą chcemy nosić w torbach, mimo, że jest okropnie ciężka i wielka jak cegła. Mimo, że zajmuje tyle miejsca.
A nie będę nic pisała o treści, już tyle było tego w sieci i w tv. Przeczytajcie a dowiecie się wszystkiego.
Gorąco polecam!
Ocena - 5 +
A nie będę nic pisała o treści, już tyle było tego w sieci i w tv. Przeczytajcie a dowiecie się wszystkiego.
Gorąco polecam!
Ocena - 5 +
26.04.2012 o godz. 18:06





