Znalezione zdjęcia dla moje przemyślenia:
Brak.
Wyjadam łyżeczką miętowe kakao ze słoika i zastanawiam się, jaki by tu poruszyć temat "wagi państwowej". Czytuję blogi maści wszelakiej i zaczynam zauważać pewne tendencje. Oczywiście od każdej reguły są wyjątki, sama szalenie uwielbiam kilka, a nawet kilkanaście naprawdę sensownych blogów. Zazwyczaj jednak spotykam się z "pisaniem o niczym", za czym nie przepadam. Oczywiście nie mnie oceniać, co jest warte przeczytania, a co nie, tym bardziej, że sama pod tym względem święta nie jestem. :) Uważam jednak, że wpis w stylu" "Nudy. Nic ciekawego. Spadam. Paa.", jest trochę... głębszego przesłania pozbawiony, ujmując to w sposób najdelikatniejszy. Oczywiście nie wszystko musi zawierać przesłanie głębsze, historie z życia codziennego niekiedy także bywają ciekawe. Czasem wystarczy jedna linijka tekstu, by wyrazić emocje. Nie chodzi o ilość przecież, ale o jakość. Denerwują mnie coraz to nowe blogi zawierające same cytaty i zdjęcia. Niektóre są dobre, to trzeba przyznać, lecz mnie... no cóż, aż tak bardzo nie interesują. Żeby było jasne: każdy ma prawo do zakładania bloga, jaki mu się żywnie podoba, nie mam na celu nikogo obrażać. Pisząc to, nie czuję się lepsza, czy gorsza. Wyrażam po prostu swoją opinię.
14.01.2012 o godz. 20:13
komentuj (3)
I oto jestem. Ave Ja! :)
Szczękę uważam za zakutą (Muszę przyznać, że myślałam, iż w aparacie będę wyglądać gorzej. A tym czasem, nie jest aż tak źle... Czego się nie robi dla prostych zębów, nie? ;D). Narzekam ostatnio na brak weny twórczej (czyżby zostało to spowodowane świątecznym otępieniem?), oraz na dziwną przypadłość otwierania się przed zupełnie obcymi ludźmi. I wciąż nie czuję, dawno już wspominanej atmosfery Świąt. Może jest to spowodowane brakiem śniegu? (przyznam szczerze, że w porównaniu z aurą panującą na dworze, "Let It Snow", brzmi trochę "blado"). Nauczyciele nie mają serca, że każą nam jutro pisać 2 sprawdziany... No cóż, kończę. Czeka mnie romantyczny wieczór z czarującym językiem angielskim i wytworną matematyką.
Szczękę uważam za zakutą (Muszę przyznać, że myślałam, iż w aparacie będę wyglądać gorzej. A tym czasem, nie jest aż tak źle... Czego się nie robi dla prostych zębów, nie? ;D). Narzekam ostatnio na brak weny twórczej (czyżby zostało to spowodowane świątecznym otępieniem?), oraz na dziwną przypadłość otwierania się przed zupełnie obcymi ludźmi. I wciąż nie czuję, dawno już wspominanej atmosfery Świąt. Może jest to spowodowane brakiem śniegu? (przyznam szczerze, że w porównaniu z aurą panującą na dworze, "Let It Snow", brzmi trochę "blado"). Nauczyciele nie mają serca, że każą nam jutro pisać 2 sprawdziany... No cóż, kończę. Czeka mnie romantyczny wieczór z czarującym językiem angielskim i wytworną matematyką.
... no właśnie. Temat rzeka.
Pominę, pozwólcie, definicję.
Pamiętam dobrze, w zeszłym roku prawie wszyscy moi znajomi potwierdzili, że tej atmosfery świąt nie czuło.
Nasuwa się więc filozoficzne pytanie: Czy z tego się wyrasta? Ja, zabierałam się za śpiewanie "last christmas, aj geeeejw ju maaj hart..." w listopadzie. Teraz mamy grudzień, a ja wciąż nie mogę uwierzyć, że już w przyszły wtorek Mikołajki. Atmosfera była i się ulotniła. Czy to wina braku śniegu? Czy to wina tych wszystkich przedwczesnych, świątecznych reklam? Czy to może wina nas samych? Naprawdę nie wiem.
Pominę, pozwólcie, definicję.
Pamiętam dobrze, w zeszłym roku prawie wszyscy moi znajomi potwierdzili, że tej atmosfery świąt nie czuło.
Nasuwa się więc filozoficzne pytanie: Czy z tego się wyrasta? Ja, zabierałam się za śpiewanie "last christmas, aj geeeejw ju maaj hart..." w listopadzie. Teraz mamy grudzień, a ja wciąż nie mogę uwierzyć, że już w przyszły wtorek Mikołajki. Atmosfera była i się ulotniła. Czy to wina braku śniegu? Czy to wina tych wszystkich przedwczesnych, świątecznych reklam? Czy to może wina nas samych? Naprawdę nie wiem.
Wiem, wiem... tamto pod spodem (chodzi mi o moją poprzednią notkę) jest do niczego.
Ale nic to. Usuwać nie będę. :)
Być może jestem zbyt optymistycznie nastawiona do życia.
Ale to nic.
Przynajmniej mam taką nadzieję.
Jesień się kończy nieubłaganie, a ja... no cóż, mam wrażenie, że dopiero koniec lata.
A tak poza tym... nie rozumiem mojej psychiki. Latem, gdy leżałam na leżaku, zamykałam oczy i słuchałam "Last Christmas" na cały regulator. Natomiast rok temu, w drugi dzień świąt - pamiętam dokładnie, myślałam, jak to byłoby fajnie opalać się teraz na plaży. I to jest ZŁE. I ja to wiem. Dlatego właśnie piszę o zasadzie "carpe diem". Nie żeby kogoś pouczać, jak żyć. Broń Boże. Ale raczej... żebym sama utwierdziła się w tym przekonaniu.
P.S 20 rocznica śmierci Mercurego. Gdybym żyła w latach 70, założyłabym skarbonkę z napisem: "Na koncert Queen". :)
Ale nic to. Usuwać nie będę. :)
Być może jestem zbyt optymistycznie nastawiona do życia.
Ale to nic.
Przynajmniej mam taką nadzieję.
Jesień się kończy nieubłaganie, a ja... no cóż, mam wrażenie, że dopiero koniec lata.
A tak poza tym... nie rozumiem mojej psychiki. Latem, gdy leżałam na leżaku, zamykałam oczy i słuchałam "Last Christmas" na cały regulator. Natomiast rok temu, w drugi dzień świąt - pamiętam dokładnie, myślałam, jak to byłoby fajnie opalać się teraz na plaży. I to jest ZŁE. I ja to wiem. Dlatego właśnie piszę o zasadzie "carpe diem". Nie żeby kogoś pouczać, jak żyć. Broń Boże. Ale raczej... żebym sama utwierdziła się w tym przekonaniu.
P.S 20 rocznica śmierci Mercurego. Gdybym żyła w latach 70, założyłabym skarbonkę z napisem: "Na koncert Queen". :)
Jesienią świat staje się bardziej melancholijny. Myślę wtedy o przemijaniu...
I wiecie co? Chciałabym coś po sobie pozostawić. ( i nie mówię tutaj o tonach plastikowych butelkach rozkładających się przez setki lat) Życie mamy tylko jedno, musimy maksymalnie wykorzystać każdą sekundę. Potem, jest tylko wieczność... Nie chcę być stworzeniem, które rodzi się, żyje, i umiera. Chcę sprawić, by ten świat był choć odrobinę lepszy. (wiem, może to naiwne, ale to właśnie przez takie myślenie, zazwyczaj nic nie osiągamy). Myślę, że mnie jeszcze nie pożarła ta proza życia, ja... jestem ambitna i mierzę chyba trochę zbyt wysoko, ale apeluje do wszystkich - spełniajcie swoje marzenia, zanim będzie za późno.
Carpe diem quam minimum credula postero.
I wiecie co? Chciałabym coś po sobie pozostawić. ( i nie mówię tutaj o tonach plastikowych butelkach rozkładających się przez setki lat) Życie mamy tylko jedno, musimy maksymalnie wykorzystać każdą sekundę. Potem, jest tylko wieczność... Nie chcę być stworzeniem, które rodzi się, żyje, i umiera. Chcę sprawić, by ten świat był choć odrobinę lepszy. (wiem, może to naiwne, ale to właśnie przez takie myślenie, zazwyczaj nic nie osiągamy). Myślę, że mnie jeszcze nie pożarła ta proza życia, ja... jestem ambitna i mierzę chyba trochę zbyt wysoko, ale apeluje do wszystkich - spełniajcie swoje marzenia, zanim będzie za późno.
Carpe diem quam minimum credula postero.








